OŚRODEK TELEDIAGNOSTYCZNY

Takim ośrodkiem telediagnostycznym jest przykładowo ośrodek w Tuluzie we Francji. Czytelnik zauważył zapewne przeskok od zastosowań telekomu­nikacji dla ułatwienia opieki nad chorym w odludnych okolicach do zastosowań w miejscowościach o rozwiniętej sieci placówek służby zdrowia.Tutaj rzecz nie polega już na tym, aby jak najszybciej zawezwać po­moc lekarską do chorego, gdyż jest on już pod jego opieką, nowoczesne urządzenia telekomunikacyjne mają tę opiekę ułatwić i usprawnić. Korzyść stąd i dla lekarzy, i dla pacjentów.Ułatwić i usprawnić. Ale w jaki sposób?Otóż aparaty ułatwiają lekarzom wszechstronność. Ułatwiają im zdalne poradnictwo, nadzorowanie opieki prowadzonej przez mniej wykwalifikowany personel, opiekę bezpośrednią, załatwianie niezbędnych czynności administracyjnych, a wreszcie podwyższanie kwalifi­kacji zawodowych.

TAM GDZIE ISTNIEJE SIEĆ TELEFONICZNA

Tam gdzie istnieje sieć telefoniczna, a nie ma na miejscu pomocy lekarskiej lub jest lekarz ogólny, który w poważniejszych przypadkach chciałby się skonsultować ze specjalistą — można za pośrednictwem telefonu nie tylko opisać słownie stan chorego, lecz także przesłać wykresy prądów czynnościowych serca (elektrokardiogram), mózgu (elektroencefalogram) lub mięśni (elektromyogram). Wystarczy do tego celu zwykła linia telefoniczna wyposażona w odpowiednie urządzenie te- 122 lekopiujące. Nadaje się do tego również aparat wizjofoniczny zaopatrzony w odpowiednią przystawkę. Odmianę — i z pewnością rozszerze­nie — zdalnego przekazywania wyników badań prowadzonych za po­mocą aparatów diagnostycznych daje dwustronna łączność radiowa: dzięki niej lekarz pogotowia ratunkowego może jeszcze przed przywie­zieniem chorego do szpitala — bezpośrednio z miejsca wypadku lub z drogi — poinformować oczekujący personel np. o konieczności przy­gotowania sali operacyjnej, a także przekazać elektrokardiogram, dane o    tętnie, ciśnieniu krwi i tak dalej.

ZASŁUGI RADIOAMATORÓW

Dzięki „łańcuchowi dobrej woli” krótkofalowców polskich i zagranicznych udało się uzyskać to lekarstwo i spro­wadzić je na czas.Jakkolwiek w tym rozdziale o związkach pomiędzy telekomunikacją a ochroną zdrowia i życia ludzkiego wspominam o zasługach radioama­torów, trzeba sobie zdać sprawę z tego, że są to jednak przypadki wy­jątkowe. Ale łączność radiowa niewiele technicznie odbiegająca od amatorskiej odgrywa mimo to ważną rolę w udzielaniu pomocy lekar­skiej. Na Dalekiej Północy, na obszarach Syberii, w australijskiej głu­szy gęstość zaludnienia jest tak mała, że lekarze znajdują się tylko w nie­licznych oddalonych od siebie osadach. Stałej sieci telekomunikacyj­nej nie ma-i tylko dzięki łączności radiowej można uzyskać poradę lub sprowadzić do chorego pomoc.

ZAŻYŁOŚĆ MIĘDZY RADIOAMATORAMI

Właśnie ta zażyłość pomiędzy radioamatorami, fakt, że tworzą jak gdyby jedną wielką rodzinę, przyczyniła się do tego, że niejeden raz w przypadkach wyższej konieczności oddawali ważne społecznie usłu­gi. Autor przypomina sobie jeszcze z okresu młodości głośny wówczas przypadek, gdy jeden z radioamatorów usłyszał nadawane przez sta­tek sygnały S.O.S. i natychmiast zawiadomił o tym władze; dzięki temu udzielono tonącemu statkowi w porę pomocy i uratowano jego załogę. Przed laty wyświetlano również na polskich ekranach film pt. „Gdyby wszyscy ludzie dobrej woli…” Treść filmu po kilku latach powtórzyła się i u nas w kraju: dla ratowania życia ciężko chorego dziecka potrzebne było pilnie rzadkie lekarstwo.

SŁUŻBY KONTROLNE

„Profanowi trudno sobie wyobrazić radość zainteresowanych — pi­sze jeden z krótkofalowców francuskich w miesięczniku )>Tśłścommu- nicationsa, wydawanym przez francuską Dyrekcję Generalną Tele­komunikacji— gdy uda im się nawiązać trudną lub wyjątkową łącz­ność, na przykład pomiędzy Francją a Chile, Ziemią Adeli, Japonią lub Nową Zelandią. Lecz ceni się również nawiązywanie częściej się zda­rzających połączeń, które bywają i początkiem trwałych przyjaźni. Właśnie dlatego błagamy służby kontrolne, aby były pobłażliwe wo­bec małych przekroczeń regulaminu i prosimy je, aby nie zwracały uwa­gi, o ile nie wchodzi w grę bezpieczeństwo państwa, gdy radioamato­rzy w swoim umownym języku dopytują się wzajemnie, co nowego u ich QRPP (dziecka) lub ich XYL (małżonki), którym przekazują swo­je 73 (wyrazy przyjaźni) lub nawet swoje 88 (słowa miłości).”

ZNAKI ROZPOZNAWCZE

Znaki rozpoznawcze stacji polskich zaczynają się, podobnie jak oznaczenia polskich samolotów, od liter „SP”. Organizowaniem zawodów zajmują się związki krótkofalarskie. Pol­ski Związek Krótkofalowców, istniejący od 1930 r., zrzesza liczne klu­by krótkofalowców i jest od swojego powstania członkiem Międzyna­rodowej Unii Radioamatorskiej.Powiedzieliśmy, że wiadomości, wymieniane przez krótkofalowców, są ograniczone tematycznie: powinny one dotyczyć informacji o tech­nicznych danych urządzeń oraz zrozumiałości i słyszalności nawiąza­nej łączności. Dopuszczalne są także informacje meteorologiczne ze względu na zależność warunków rozchodzenia się fal od stanu pogo­dy. Ponieważ nawet tak skromna konwersacja wymaga jakiegoś wspól­nego języka, radioamatorzy przyjęli dla wymiany korespondencji pewien 120 kod (tzw. kod Q) i skróty niektórych wyrazów angielskich.

OGRANICZENIE ZAKRESU FAL

Co prawda wybuch wojny światowej w r. 1914 zahamował działalność amatorską w dziedzinie łączności radiowej, jednakże po zakończeniu wojny i cofnięciu ograniczeń powrócili znów do swoich prób i doświadczeń i wkrótce przekonali się, że oficjalnie mało przy­datne fale krótkie mogą być doskonale wykorzystane do dalekich na­wet połączeń radiowych, i to przy użyciu bardzo słabych nadajników. Dość powiedzieć, że już w r. 1923 amatorzy europejscy odbierali sy­gnały swoich amerykańskich kolegów — i odwrotnie. Właśnie to od­krycie radioamatorów otworzyło nowe perspektywy przed radiokomu­nikacją… i przyczyniło się do dalszego ograniczenia przyznanego im zakresu fal.

NIEKTÓRZY RADIOAMATORZY

Zwłaszcza stacje radiowe zainstalowane na okrętach amery­kańskiej floty wojennej odczuły silnie zakłócenia związane z pracą sta­cji amatorskich. Doszło na przykład do tego, że w r. 1906 nie można było przekazać na falach długich, właśnie z powodu zakłóceń wywołanych pracą stacji amatorskich, ważnych informacji dla prezydenta Teodo­ra Roosevelta, dokonującego inspekcji marynarki wojennej.Niektórzy radioamatorzy pozwalali sobie nawet na takie żarty, jak wydawanie przez radio fałszywych poleceń znajdującym się na morzu okrętom wojennym, a nawet nakazywanie im powrotu do portów.  Dowództwo marynarki wojennej doprowadziło przeto do rewizji tego stanu rzeczy. Radioamatorom oddano do użytku zakres fal długości poniżej 200 m, gdyż tak krótkie fale uważano wtedy za całkowicie nie­użyteczne.